Orientering (nie)zawodowy czyli TT Szczecin w lesie!

Włóczykij to w grafiku TT Szczecin impreza już kultowa i obowiązkowa, więc podczas tegorocznej edycji nie mogło zabraknąć członków tej legendarnej drużyny. Coroczne sukcesy, mniejsze lub większe tylko potwierdzają że taka formuła zawodów nie ma przed naszymi członkami żadnych tajemnic.

Czarnym koniem, według znawców biegów na orientację miał okazać się Adaś, który chciał udowodnić, iż zeszłoroczne „potknięcie” było jedynie przypadkiem a także wyjaśnić sobie z Rascalem niewyjaśnione sprawy. Miał być jak najbardziej zaczepny rzep na psim ogonie, jak najsilniejszy magnes, jak butapren i w końcu jak Chuck Norris, którego historia nierozerwalnie połączona była z Wietnamem. Treningi, tryb życia, wszystko podporządkowane było pod ten start. Na kilka dni przed startem pojawiły się również bardziej medialne informację na temat pretendentów do dystansu 50 km, tylko tego dystansu. Bo jak się okazało nie napisano nic na temat zawodowców z krótszego, 25 km dystansu, zapomniano nawet o mistrzu na 25 km niejakim Rascalu, co skutkowało smutkiem na jego twarzy. Ale nie zapomniano o Tomaszu W – zeszłorocznym zwycięzcy 50 km. Gryfiński redaktor w sposób rzetelny i profesjonalny znalazł dojście do imponujących wyników sportowych tego utytułowanego zawodnika TT Szczecin, typując go na obrońcę tytułu. Powiało tak jakby sławą i prestiżem, która pewnie wpłynęła na naszego członka motywująco i krzepiąco. Możliwe, iż czuł się jakby był już w ogródku i witał się z gąską, możliwe…

Po ostatniej nieobecności, powrót zadeklarował NTom, człowiek który do nawigacji używa jedynie księżyca, nawet w pochmurną noc. Ponoć dużo ćwiczył, bawił się kompasem, przebrnął przez całą literaturę z tematu jak nie zgubić się w lesie oraz ABC survivalu. Trzonem zespołu na dystans 25 km miał być znany Rascal i szybki Stachu, którzy od lat sporo mieszają podczas Włóczykija. Pogoda i warunki w dniu startu dopisały, zawodnicy w autobusach zostali dowiezieni do Chlebowa na miejsce rozpoczęcia zabawy. Na dystansie 25 km, gdzie startowała większość naszych dzielnych TT-owców, wystartowało ponad 200 osób, więc konkurencja była sporo. Emocje, stres, podjaranie, mapy w rękę i ogień. Początkowo kierunek Puszcza Bukowa, duże zagęszczenie PK na małym obszarze, trudne ukształtowanie terenu. Chwilami kanonady czołówek w lesie, które świetnie oddają kwintesencję włóczykijowego klimatu. Poszukiwania, nerwy, błędy w nawigacji. Drużyna TT w składzie Adaś, Ntom, Rascal, Stachu, dzielnie sobie radziła i z 2-minutową stratą do lidera wbiegła na punkt stop mieszczący się w budynku OSP Radziszewo. Na miejscu szybka ocena sytuacja, myśli w głowie typu „ale jesteśmy świetni”, „idziemy jak burza”, „ale fajnie, że Ntom się nie zgubił” motywowały i dały kopa na drugą część wyścigu. Kilka minut, gulaszowa, naleśniki, jakiś pierożek plus nawadnianie i jazda dalej. Wybiegliśmy razem z liderem, młodym i utytułowanym mistrzem biegów na orientację Krystianem Petersburskim, znanym w Szczecinie i nie tylko. Na tym etapie wyścigu punktów już mniej, dłuższe odcinki między nimi. Szybkie specjale, które dawały w kość i tylko potęgowały u zawodników uczucie wyczerpania i zmęczenia. Do ostatniego punktu w terenie równa walka, bark w bark. A po ostatnim przyłożeniu perforatora do karty kontrolnej… atak, resztkami sił, ogień ile fabryka jeszcze dała, byle nadrobić niewielka stratę i pokonać słabości i organizm, który mówił „już dość, zwolnij”. META.

Chill, tętno w dół, dupa na stołek, koniec. Udało się, TT Szczecin broni tytułu na dystansie 25 km, wcześniejsza strata nadrobiona i razem z Krystianem mamy pudło. Ależ były emocję. Kilka minut później wpada Tomek W. i Fenix z dystansu 50 km (od lat zapisywany, ale dopiero teraz wystartował), niestety miny smutne, prawdopodobnie z siłą powstrzymywane łzy. Jak się okazało, nie udało się. Problemy z nawigacją, nie ten dzień, brak formy a także możliwy sabotaż ze strony luftwaffe podczas turnusu rehabilitacyjnego Tomka na terenie Niemiec, dwa tygodnie przed startem. Ale wszyscy znamy to z doświadczenia, nie każdy start to zwycięstwo, to co nas najwięcej uczy a w szczególności pokory, szacunku i chęci dążenia naprzód to właśnie porażki, taki urok sportu, za to go kochamy. Na pochwałę zasługuję również Przemek, który ukończył bieg i wzorowo wypełnił powierzone mu zadanie, polegające na rozpijaniu tanim winem ewentualnych konkurentów TT Szczecin. Obecny również Dobi, wracający do poważnego biegania, miło było spotkać. Z hitów to zaginiony syn TT, Łoookasz, enigmatyczna postać od lat biegająca w gryfińskim biegu. Szacun za ukończenie długiego dystansu i zaliczenie wszystkich PK. Nie był trzeźwy na mecie, ale nie to się liczy, dumnie sławił markę TT Szczecin.

To koniec, udany powrót do Gryfina, za rok na pewno tu ponownie będziemy, wyciągniemy wnioski i powalczymy jak zawsze z sercem. Sam Włóczykij jak zawsze świetna organizacja, podejście ludzi, atmosfera, chce tu się być.

Dziękujemy i gratulujemy wszystkim uczestnikom. Pozdr. Mięczaki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.