Włóczykij inny niż zwykle

Tydzień minął. Kurz opadł razem z emocjami. Szok, niedowierzanie, miliony pytań bez odpowiedzi. Tak zaczął się dla drużyny TT Szczecin tegoroczny Włóczykij Trip Extreme.

Jak co roku nasza ekipa licznie stawiła się biurze zawodów, zorganizowanym tym razem w innym niż zwykle gryfińskim przybytku oświatowym, a mianowicie w I LO im. Aleksandra Omieczyńskiego. To była najmniej istotna z różnic, która odróżniała tegoroczną trzynastą edycję od tuzina poprzednich. Na wstępie pragnę zaznaczyć, że my, „nawigujący inaczej”, nawet ucieszyliśmy się z faktu że start przewidziano w południe a nie późnym popołudniem, jak w latach ubiegłych. „Spoko, po jasności będziemy ciąć jak piły mechaniczne i przed zmrokiem będziemy w Gryfinie” dało się słyszeć w obozie Trunkowców-Truchtaczy. „Jeszcze na meczyk Pogoni zdążymy” (rozpoczynał się o 17:30 – przyp. red.) mówił jeden z biegaczy przywdziany w biały trykot z charakterystycznym stylizowanym „TT” na piersi.

Uśmiechnięta drużyna TT. Nie spodziewają się tego, co usłyszą na odprawie.

Zupełnie inne nastroje panowały w teamie po odprawie technicznej. Otóż okazało się, że meta będzie zlokalizowana w innym miejscu niż biuro zawodów. „Kurde, mam browary w bagażniku, co ja będę pił na mecie?” wykrzyknęło kilka gardeł niemal jednocześnie. Ale to jeszcze nic, zaczęto bać się o swoje zdrowie a nawet życie gdy ujawniono szokującą prawdę o punktach mylnych. W tym roku stały się rzeczywistością a nie jedynie pustym zapisem w regulaminie. Miny były nietęgie. Nastrój raczej grobowy, choć i śmiech rozpaczy tu i ówdzie dało się słyszeć. Tak też dzielna ekipa dotarła na miejsce startu, tj. do Mętna.

Po tradycyjnym osikaniu pobliskich płotów i krzaków, otrzymaniu map i jak co roku zaskakującym haśle „start” ruszono na podbój krzymowskich borów. Warto wspomnieć, że w tym roku zmian było więcej. Obok zmiany lokalizacji mety także sama rywalizacja odbywała się inaczej gdyż dwuetapowo. Po zaliczeniu połowy punktów na punkcie STOP wydawano nowe mapy. Niewiadomą były też lasy w których się ścigano. Przyzwyczajeni do okolic Gryfina starzy wyjadacze większość tamtejszych duktów znali na pamięć. Tym razem okazało się, że wypada częściej zaglądać do mapy.

Początek biegu był wcale obiecujący, punkt pierwszy i drugi bez problemów, na spokoju, z uśmiechami na ustach, w ścisłej czołówce. Trzeci punkt niestety pozbawił złudzeń naszych dzielnych nawigatorów. Przyjmijmy, że po prostu kompasy były zakurzone po całorocznym leżeniu na półce w piwnicy. Pierwsza część dystansu zakończyła się szczęśliwym odbiciem wszystkich nakazanych punktów i stawieniem się na punkcie STOP za dwoma innymi zawodnikami.

Zupa, kawa, woda i po trzech kwadransach odpoczynku: naprzód zdobywać kolejne punkty! Część z nich, jak nawet niezbyt wprawne oczy TT orientalistów wychwyciły, były mylnymi punktami z pierwszego etapu. Zmierzch zapadał, sił było już mniej więc po uruchomieniu czołówek i zmianie trybu pokonywania trasy z biegu na marszobieg (słynne już w świecie wyczynowych orientalistów Rascalowe „jak mamy tu z kimś powalczyć to najpierw powalczmy z sobą!”), perforowano kolejne pola na kartach kontrolnych. Warto wspomnieć, że oprócz wspomnień, bólu nóg i podrapanych przez jeżyny goleni i łydek nasz zawodnik wyniósł także z lasu około 80-cio centymetrowe poroże, z którym biegł jakieś 15 kilometrów.

Trofeum NjuToma. Mało nie wykuł nim oka Radkowi.

Łącznie do znalezienia było 21 lampionów, przy czym tym razem nie były one opisane. W przeciwnym razie nikt by się nie nabrał na punkty mylne. Po odnalezieniu ostatniego dziurkacza i dynamicznej końcówce czterech z nas wpadło na metę z ogólnym czasem 7 godzin i 12 minut (Radek miał 5 minut więcej bo stwierdził, że przed posiłkiem na punkcie STOP należy nieco odpocząć w marszu). Trzy godziny później zjawili się Przemek z Krisem, którzy podeszli do tych zawodów z iście stoickim spokojem. Z potwierdzonych źródeł wiadomo skądinąd, że co najmniej jeden z nich dezynfekował górne drogi oddechowe wysokoprocentowym etanolem, który miał przy sobie w praktycznych małych butelkach, złośliwie przez niektórych nazywanych „małpkami” (a przecież to po prosu małe bidony). Nie można też zapomnieć o zapomnianym już przez niektórych Barbarosie (są tacy co mówią na Niego Barabaros – ignoranci czy wiedzą coś, czego nie wie redakcja?).

Na koniec garść wyników i przebieg trasy:
2. NjuTom – 7:12
3. Rascal – 7:12
4. Tomek W. – 7:12
6. Radek – 7:17
14. Barbaros – 9:19
29. Kris – 10:12
34. Przemo – 10:13
Pełne wyniki na stronie Organizatora: Plik Excel
Ślad grupy szybszej: Zapis w serwisie Endomondo

Zdjęcie pochodzi ze strony www.wloczykij.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.