Czas przerwać tę ciszę.

Mimo iż sezon już dawno został uznany za stracony, coś się jednak dzieje. A przeważnie gdy coś się dzieje, wtedy TT Szczecin wysyła swoich asów do akcji.
A gdy asom nie idzie wtedy jesteśmy zobowiązani piętnować takie zachowanie aby nigdy więcej się tego nie dopuścili. Ultra to w TT Szczecin mocna strona, mamy wielu
utytułowanych zawodników którzy osiągali świetne wyniki. W ostatnich dniach odbył się DFBG, który zrobił się w ostatnich latach mekką biegów ultra w zróżnicowanych wymiarze.

Czytaj dalej

Wyjątkowa soboTTa

Takie wydarzenie musiało „trafić na główną”. 21 marca – pierwszy dzień wiosny, Czytelnik pomyśli, że to właśnie ta koincydencja stanowi o wyjątkowości tej soboty. Pudło! Wybuch epidemii wirusa? Też nie! Trzecia sobota miesiąca? To nie to! Fakt, że Rascal i Radek mieli takie same krótkie spodenki, pomimo porannego przymrozku? Błąd!

Czytaj dalej

DeadSea Ultra50km

Dead Sea Ultramarathon .

Długie zimowe wieczory mają to do siebie, że często myślimy o czymś przyjemnym – odrobinie ciepła. Tu na czele naszego Klubu jest meWho, który jak przystało na KRULa RZYCIA, śmiga po różnych zakątkach – najlepiej dalekich, gdzie nikt inny nie pojedzie, żeby z nim wygrać 🙂

Tak było i tym razem, w wielkiej tajemnicy przygotowywał się do startu – oczywiście jak zawsze tylko w teorii, bo na praktykę nie starczyło już czasu.

Padło na Morze Martwe. Ultramaraton 50km. Nie mając klubowej koszulki, która podkreślałaby jego aerodynamikę w okolicy brzucha wybrał supermodny wariant w stylu worka na śmieci. Oficjalnie skurczyła się w praniu, podobnie jak ta KRULa GUR.

Bo dresy i kuboty wyszły już z mody

Plan na bieg był prosty. Stanąć na starcie pobiec spokojnie i nie zarobić punktów w rocznym konkursie na Karnego K….. Od pierwszego punktu z wodą zaczęły się problemy. Niedoświadczony w języku hebrajskim meWho myślał, że punkty z wodą i jedzeniem są płatne (tak mu coś w tym małym móżdzku zaklekotało, bo skoro jest w kraju słynącym z handlowców inaczej być nie może), dlatego próbował się targować ze stojącymi tam wolontariuszami marnując cenne minuty, kiedy jednak z tych negocjacji nic nie wychodziło, szybko zabierał butelkę wody i uciekał (widział jak inni tak właśnie robią). Takie interwały niestety kosztowały go całą energię, jaką miał na cały bieg – czyli w skrócie na jakieś 5-8km w jego przypadku.

Druga noga odrosła mu później

Biegł więc i szedł na zmianę podziwiając piękne widoki soli po obu stronach trasy oraz tabliczki z napisem MINY, co również opacznie zrozumiał, ale czego można po nim oczekiwać.

Z relacji wynika, że problem z brakiem drzewek na trasie miał jeszcze jeden mankament. Zakodowane punkty na pozbycie się nadmiaru płynów nie dawały spokoju.

Podsumowując. Z planu jak zawsze nic nie wyszło, na mecie piwo było bezakoholowe, baty były okropne, a pogoda do du…. . Jedyna pociecha to wygranie w kategorii TT Szczecin, ale był również ostatni w tej samej kategorii.

Przemyślenia z końcówki

Pozdrowienia Mieczaki.

PS: podobno w pierwszej połowie roku planuje jeszcze jakiś start, ale jak zawsze owiane jest to wielką tajemnicą. Liczy oczywiście na pamięć mięśniową, która to jest podstawą jego startów od jakichś 8 lat.

PS2: Od naszego tajnego współpracownika otrzymaliśmy krępujące meWho zdjęcie z jego treningu 😀

TTrening sam się nie zrobi, ale wystarczą buty, żeby można było zaznaczyć jego wykonanie.

zdjęcia: SportPhotogrphy: Ronen Topelberg, Tomer Feder, Marcos Schonholz, Yoav Lavi

Witajcie TT-owcy, sezon 2020 najwyższa pora zacząć!

Nowy sezon już za chwilę się rozpocznie, wielu z nas zaczyna bądź już realizuje plany aby spełnić obietnice zamieszczone w TT Cyrografie, swoje indywidualne marzenia a także postarać się „coś” udowodnić. Dla tych którzy coś już się odkurzyli po zimie, zaczynają się pierwsze starty, podczas których można się sprawdzić.

Czytaj dalej

5. Maraton Szczeciński/ Rzeźnik 2019

Miniony weekend przyniósł nam wiele radości jeżeli chodzi o występy naszych reprezentantów.
W Szczecinie (i Policach) odbyła się kolejna już edycja maratonu. Z dumą na w sercach godnie reprezentowali nas Mario – młody ojciec, fan dużego bicepsu w stanie spoczynku, Krzywy – głośnie i z hukiem wracający do poważnego biegania oraz MeWho, który po raz kolejny sprawdził się w roli przewodnika dla młodych adeptów sztuki maratońskiej. Jak przystało na zaprzyjaźnionych intelektualistów, Mario i Krzywy bark w bark pokonali dystans królewski, meldując się na mecie z czasem 3:56.

Czytaj dalej